Nawet w związkach grają Don Juana i odczuwają niepohamowaną potrzebę zadowalania drugiej połówki, jakby flirt był uzależnieniem. Ci kompulsywni uwodziciele, flirtujący bez opamiętania, trzepoczący rzęsami na widok pierwszej napotkanej kobiety i regularnie zdradzający, nie istnieją tylko w komediach romantycznych. Czy ci mężczyźni, częściej nazywani „kochankami”, są ofiarami patologii psychologicznej, czy po prostu wewnętrznej pustki?
Kompulsywny uwodziciel: co musisz wiedzieć o tym typie mężczyzny
Praktycznie noszą tę etykietkę na czole. Trzeba przyznać, że nie szukają specjalnie dyskrecji. Ci kompulsywni kobieciarze, którzy wydają się być spokrewnieni z pewnym Casanovą i mają to samo drzewo genealogiczne co ten odrażający Chuck Bass, łatwo się zakochują. Całe ich życie to jedna niekończąca się randka. Prześladują kobiety i rozpoczynają kilka romansów naraz, nigdy nie doprowadzając ich do końca.
Z porozumiewawczymi spojrzeniami, zalotnymi gestami, ciągłymi komplementami , popisami charyzmy i bohaterskimi przemowami, by zaimponować kobietom, kompulsywni uwodziciele nie znają granic. Podczas gdy inni mogliby przestać, gdy tylko zostają singlami, ci mężczyźni idą o krok dalej, czyniąc z flirtu pracę na pełen etat. Nawet gdy nie muszą już udowadniać swojej wartości, kontynuują ofensywę uroku, jakby był to ich jedyny sens życia, a przynajmniej egzystencji.
Ci kompulsywni uwodziciele, zazwyczaj wpisani na czarną listę, sami w sobie są karykaturami. Jednak za tą pozorną pewnością siebie i nadmiernym pochlebstwem kryje się zazwyczaj kruche ego, niestabilna samoocena i ukryty niepokój. Psychologowie mówią o „ narcystycznej wrażliwości”. Ci rywalizujący uwodziciele, którzy chwalą, ale potem są krytykowani, wzmacniają swoją pewność siebie gładkimi słowami, tak jak inni robią to pochlebnymi słowami na karteczce samoprzylepnej lub pozytywnymi afirmacjami. „Należy to interpretować jako pragnienie uznania. To zachowanie wynika z chęci zaprezentowania się, dodania sobie otuchy” – wyjaśnia Karine Schein , terapeutka par.
To może wyjaśniać tę ciągłą potrzebę uwodzenia
Ci kompulsywni uwodziciele, którzy regularnie przechytrzają Kupidyna i nadużywają galanterii, są nieustannie niezrozumiani. Kobiety, przerażone ich brakiem powagi i skłonnością do oszustwa, postrzegają ich jako „stracone sprawy”. Jednak, według analiz ekspertów, bardziej zależy im na wypełnieniu pustki niż na zdobywaniu podbojów. Nie przemawia przez nie serce, lecz po prostu krwawiące rany wewnętrzne.
Ogólnie rzecz biorąc, kompulsywni uwodziciele to dzieci, które dorastały bez uznania ze strony rodziny i wsparcia emocjonalnego. „Często zdarza się to osobom, którym rodzice nie poświęcali wystarczającej uwagi” – wyjaśnia specjalista. W rezultacie, w wieku dorosłym, rekompensują sobie ten emocjonalny niedobór, szukając uwagi i przyjmując postawę bardzo egocentryczną.
Zbierając podboje, skrycie liczą na rekompensatę za to, czego im brakowało w młodości. Oczywiście, seryjni kochankowie mają czelność podchodzić do kobiet bez żadnych wstępów lub prosić nieznajomą w metrze o numer telefonu, ale to tylko fasada. Pod spodem kryje się wycofany chłopiec, noszący blizny dzieciństwa spędzonego w obojętności.
Czy życie z kompulsywnym kobieciarzem jest receptą na nieszczęście?
Budowanie życia z kompulsywnym kobieciarzem, ludzką repliką nieznośnego Johnny'ego Bravo, wydaje się samosabotażem i przepisem na rozczarowanie. Jak wyobrazić sobie stabilną i zdrową przyszłość z mężczyzną, który flirtuje z czymkolwiek, co porusza się jak nienasycony kawaler? „Po pierwsze, akceptując, że go nie zmienisz. Ale także analizując siebie i to, co tak naprawdę dzieje się w związku” – ostrzega terapeutka.
Innymi słowy, pytanie nie dotyczy tylko jego, ale także ciebie. Po co zostawać? Co ten związek budzi lub spełnia? Czasami te dynamika się utrzymuje, ponieważ odzwierciedla starsze wzorce: lęk przed porzuceniem, potrzebę akceptacji, a nawet pociąg do niestabilnych związków.
Życie z kompulsywnym kobieciarzem niekoniecznie oznacza wyrok śmierci… ale wymaga niezachwianej świadomości. Bo za upojnymi chwilami, komplementami, uwagą, poczuciem bycia „wybranym” często kryje się emocjonalna niestabilność, którą trudno utrzymać na dłuższą metę. Zaufanie jest wystawiane na ciężką próbę, a poczucie bezpieczeństwa, tak niezbędne w związku, pozostaje kruche.
Klucz leży w granicach, które wyznaczasz. Jeśli zachowanie partnera narusza Twoje dobre samopoczucie, podsyca poczucie niepewności lub normalizuje brak szacunku, nie należy ignorować tych sygnałów ostrzegawczych. Miłość nie powinna być cichą rywalizacją z resztą świata.
