Być może odrzuciłaś już zaproszenie na plażę, poprosiłaś o umieszczenie cię w tle zdjęcia lub wahałaś się, zanim powiedziałaś „tak” nowej przygodzie. Za tymi drobnymi aktami zaprzeczenia często kryje się skomplikowana relacja z twoim ciałem. A dokładniej, z tymi obszarami, które oceniasz, czasem zbyt surowo, jako niedoskonałe.
Zwykłe kompleksy, które mają o wiele większy wpływ, niż nam się wydaje
Problemy z postrzeganiem ciała są częścią ludzkiego doświadczenia, ale wcale nie są błahe. W świecie przesyconym retuszowanymi wizerunkami, wyidealizowanymi sylwetkami i ciągłymi porównaniami, łatwo uwierzyć, że ciało powinno być inne, aby było akceptowalne. Nos uznany za „zbyt wydatny”, brzuch niepasujący do standardów, ramiona, które najlepiej ukryć pod długimi rękawami: te obawy są powszechne.
Badanie IFOP ujawniło już, że ponad połowa Francuzek przyznała się do istnienia co najmniej jednego kompleksu ciała . A ta liczba nie oddaje w pełni prawdy. Ponieważ te uczucia nie ograniczają się do tego, co widzisz w lustrze. Przenikają one Twoje codzienne życie, wpływając na to, jak się ubierasz, spędzasz wolny czas, Twoje relacje z innymi, a czasem nawet na Twoje ambicje zawodowe. Możesz ignorować prestiżowe posady, unikać niektórych sportów lub unikać związków romantycznych, po prostu dlatego, że czujesz, że nie pasujesz do ideału „pięknego ciała”.
Kiedy standardy estetyczne stają się obciążeniem psychicznym
Choć kompleksy dotyczą każdego, presja, by podporządkować się kanonom piękna, pozostaje szczególnie silna dla kobiet. Od pokoleń kobiece ciało jest oceniane, komentowane i poprawiane. Oczekuje się, że będzie szczupłe, ale nie za chude, naturalne, ale kontrolowane, atrakcyjne, ale nie przesadne. Efekt? Ciągła potrzeba poprawy, wygładzenia i ukrycia niedoskonałości.
Ta ciągła kontrola stwarza realne obciążenie psychiczne związane z estetyką. Możesz spędzać mnóstwo czasu, zastanawiając się, co mówią o tobie twoje ramiona, jak wygląda twój brzuch pod ubraniem lub pod jakim kątem będzie postrzegana twoja twarz. Niektórzy wybierają wtedy makijaż, modę, intensywne ćwiczenia lub bardziej radykalne transformacje, nie dla przyjemności, ale po to, by wreszcie poczuć się jak u siebie.
Pozytywne podejście do ciała: zmiana perspektywy bez zaprzeczania trudnościom
Właśnie tu pojawia się ruch body positivity. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie chodzi o żądanie bezwarunkowej miłości do swojego ciała w każdej chwili. Chodzi raczej o uświadomienie sobie, że nasze kompleksy nie zrodziły się w próżni, lecz w określonym kontekście społecznym, naznaczonym restrykcyjnymi i często nierealistycznymi normami.
Ciałopozytywność zachęca do postrzegania swojego ciała jako sojusznika, a nie projektu do poprawy. Zachęca do zaakceptowania, że piękno jest wielowymiarowe, płynne i osobiste. Osoby publiczne, takie jak Stephanie Yeboah, przyczyniają się do tej transformacji, prezentując silne, pełne życia i pożądane ciała, które przełamują tradycyjne standardy. Ich widoczność toruje drogę do sprawiedliwszej i bardziej zróżnicowanej reprezentacji.
W stronę bardziej zbiorowej wolności ciała
Jednak to pojednanie nie może spoczywać wyłącznie na barkach jednostek. Wymaga ono szerszych zmian: edukacji, która od dzieciństwa ceni różnorodność ciała, bardziej odpowiedzialnych mediów i głębokiego kwestionowania stereotypów płciowych. Normalizując wszystkie ciała, zapobiegamy przekształcaniu się prostych kompleksów w trwałe bariery.
Krótko mówiąc, twój nos, twój brzuch, twoje ramiona nie są problemami do rozwiązania. To części ciebie, przesiąknięte historiami, doznaniami i siłą. Nauczenie się patrzeć na nie z większą czułością, mówić o nich bez skrępowania, a nawet uśmiechać się do nich, to już krok w kierunku odzyskania swojej mocy. Porzucenie mitu „idealnego ciała” otwiera drzwi do życia bardziej wolnego, a przede wszystkim bardziej zgodnego z tym, kim naprawdę jesteś.
