Po narodzinach dziecka matki często zapominają o sobie i mają ledwie chwilę dla siebie. Ich harmonogramy pozostawiają niewiele miejsca na wypoczynek i zajęcia osobiste. Wyjście na siłownię wydaje się nie do pomyślenia, chyba że służy ona również jako żłobek lub internat. Taka placówka to nie tylko fantazja, to rzeczywistość. W tych świątyniach fitnessu, zaprojektowanych z myślą o młodych mamach, obok kołysek znajdują się maty piankowe.
Siłownia spełniająca potrzeby kobiet w ciąży
Macierzyństwo to już trening całego ciała: trzeba robić przysiady, żeby podnieść zabawki leżące na podłodze, napinać bicepsy za każdym razem, gdy nosisz lub tulisz dziecko, i przyspieszać bicie serca, gdy tylko dziecko stawia pierwsze kroki i zaczyna biegać. Chociaż codzienna rutyna wymaga od dziecka pewnej wytrzymałości, dobrej gibkości i silnych mięśni, rzadko pozwala mu na chwilę dla siebie. Na szczęście coraz więcej miejsc oznaczonych jest etykietą „przyjazne dzieciom”, dzięki czemu mamy mogą odpocząć od pieluch i butelek bez konieczności zostawiania dziecka lub czekania na telefon z zatłoczonego żłobka.
Niektóre siłownie również otwierają swoje drzwi dla matek i odpowiednio dostosowują przestrzeń, aby lepiej pomieścić ich dzieci. Grupa @bodi.momi doskonale wciela się w tę inicjatywę. Podczas gdy w tradycyjnych siłowniach wiek wstępu wynosi 16 lat, w tych hybrydowych przestrzeniach, łączących żłobek z miejscem relaksu, maluchy naturalnie czują się jak w domu. Matki przechodzą przez wejście z torbą sportową na wyciągnięcie ręki, a także z wózkiem i akcesoriami dla niemowląt. Zamiast okrzyków ćwiczących, w powietrzu rozbrzmiewają radosne odgłosy niemowląt.
Podczas gdy matki podnoszą ciężary, niemowlęta potrząsają grzechotkami i oddają się innym, bardziej nieprzewidywalnym ćwiczeniom. Wózki, piszczące zabawki i pieluchy mieszają się ze sprzętem do podnoszenia ciężarów, stalowymi maszynami i hantlami. Tam niemowlęta nie są intruzami ani elementami zakłócającymi spokój; są entuzjastycznymi kibicami.
Zobacz ten post na Instagramie
Kompleksowe miejsce, które jest bezpieczną przystanią dla matek
Ta siłownia, która obala mit, że macierzyństwo i dobre samopoczucie są nie do pogodzenia, nie jest kolejną „koncepcją” ani „przelotnym trendem”. To mała rewolucja, odzwierciedlająca autentyczne pragnienie inkluzywności. W społeczeństwie, które chętnie przykleja matkom etykietkę „ matek nieodpowiednich ” i przykleja ją każdemu, kto odważy się poświęcić godzinę dla siebie, takie miejsca wydają się niemal zawieszonym nawiasem, kawałkiem raju. Podczas gdy normą dla matek byłyby jedynie wyjścia do parku i oglądanie kreskówek dla dzieci, te siłownie oferują im kolejną szansę na rozwój.
Matki mogą brać udział w zajęciach grupowych, praktykować siostrzeństwo w miejscach innych niż zjeżdżalnia czy stoisko z lemoniadą i na nowo odkrywać możliwości swojego ciała, jednocześnie opiekując się swoimi maluchami i wzmacniając więź, jaka je łączy. Celem nie jest pozostawienie niemowląt na uboczu ani trzymanie ich w kącie, ale włączenie ich do programu. Czasami dziecko uczestniczy w zajęciach, stając się chodzącym ciężarkiem. Innym razem podziwia swoje mamy, które w fascynujący sposób wykonują ćwiczenia wzmacniające mięśnie brzucha. Ostatecznie każdy znajdzie coś dla siebie.
Pogodzenie macierzyństwa z czasem dla siebie to prawdziwy symbol
Matki tuż po porodzie są poddawane ogromnej presji, by dostosować się do standardów piękna. Namawiane do odzyskania „ciała sprzed ciąży”, zrzucenia ciążowych kilogramów i wymazania wszelkich śladów obecności dziecka niczym z zeszytu, zaczynają ćwiczyć, by sprostać tym oczekiwaniom. Robią to, by oczyścić ciało, a nie umysł. I właśnie w tym tkwi problem. Ta siłownia nie ma takich ambicji. Prezentuje się jako oaza spokoju. Kobiety nie chodzą tam, by spalić kalorie czy obniżyć BMI, ale by uczcić cenne spotkanie z samym sobą.
To nie tylko miejsce, gdzie można „wrócić do formy”, „zastąpić tłuszcz mięśniami” czy „osiągnąć ideał”. To przestrzeń stworzona, by inaczej zamieszkać w ciele po ciąży, delikatnie je na nowo odkryć, zamiast przekraczać swoje granice, a przede wszystkim podziękować mu za to, że nosi w sobie życie. Nie liczą się wyniki, ale ponowne połączenie. W takich przestrzeniach ćwiczenia przestają być dodatkowym ograniczeniem, a stają się chwilą wytchnienia, sposobem na ponowne odkrycie doznań, ruch dla przyjemności i odzyskanie czasu. To szczególnie cenna filozofia w okresie, gdy potrzeby dziecka często górują nad wszystkim innym.
Bo ostatecznie prawdziwa zmiana może nie polegać na ciężarkach, matach do ćwiczeń czy gondoli. Kryje się w tej prostej idei: matka nie musi chować się za swoją rolą rodzica. Może opiekować się dzieckiem i sobą, nie musząc wybierać między jednym a drugim.
