Znamię to znak firmowy, odcisk naszej tożsamości. Zdobi ciało niczym spersonalizowany stempel. Niektórzy ludzie mają ledwo widoczne znamiona lub znamiona zlokalizowane w miejscach na ciele, które widzą tylko bliscy przyjaciele i rodzina. Inni mają wgłębienia na skórze, bardziej widoczne zmiany dermatologiczne. Twórczyni treści @lise_favre ma jednak znamię wrodzone. Naukowa nazwa tego znamienia to brązowa plama pokryta włoskami.
Magnes na śmieszność w dzieciństwie
Rodzajów znamion jest tyle, co ludzi. Niektóre zlewają się z pieprzykami, inne dają iluzję, jakby ktoś przetarł skórę winem, a jeszcze inne są bardziej architektoniczne, przypominając abstrakcyjne dzieła sztuki lub dziecięce bazgroły. Niektóre, zlokalizowane w zakazanych miejscach, pozostają ukryte przed wzrokiem, w cieniu tkaniny. Twórczyni treści @lise_favre nie mogła jednak poszczycić się taką dyskrecją, mając znamię na środku dłoni. Trudno jej było zaprzeczyć istnieniu tego znaku losu, chyba że nosiła rękawiczki przez cały rok.
Ma to, co dermatolodzy częściej nazywają znamieniem wrodzonym. Choć termin ten brzmi dość barbarzyńsko, w rzeczywistości odnosi się do wyjątkowo dużego pieprzyka, który jest jednocześnie siedliskiem włosów. Czasami wielkości ziarnka grochu, może pokrywać znaczną część ciała niczym odbarwiony gobelin. I chociaż znamię to jest częścią jej ciała, Lise od dawna miała nadzieję, że się zmniejszy lub zniknie z powierzchni jej dłoni.
Przez całe jej dzieciństwo koledzy z klasy, z ich dziecinnym, lecz ostrym poczuciem humoru, porównywali znamię do „resztek kupy” i bez wahania udawali obrzydzenie do tego, co w rzeczywistości było genetycznym znakiem rozpoznawczym. W oczach równie bezlitosnych kolegów z klasy, była to jedynie odraza. Oskarżana o „niemycie się” lub „brudność”, jej znamię uczyniło ją wyrzutkiem szkoły. Po tej fali kpin, w jej dłoni zakorzeniły się kompleksy, zdefiniowane przez ten naturalny znak, którego nauczyła się nienawidzić.
Zobacz ten post na Instagramie
Zdanie, które zmieniło jego perspektywę
Krytyka za krytyką, znamię to ostatecznie stało się źródłem cierpienia, czymś więcej niż naturalną częścią życia. Zamiast spokojnie współistnieć z tym znamieniem, Lise całkowicie je odrzuciła i od dawna pragnęła, by zostało usunięte ze skóry. Dla niej to znamię, zwieńczone długimi, czarnymi włoskami, było jedynie źródłem kłopotów, a nawet karą niebios. Chociaż znamię zajmowało zaledwie kilka centymetrów kwadratowych jej skóry, w lustrze urosło do ogromnych rozmiarów.
To, co uważała za wadę anatomiczną, którą należało skorygować, miało inne znaczenie w oczach koleżanki z drużyny piłki ręcznej. To właśnie ta odwiedzająca ją przyjaciółka uświadomiła jej swoją osobliwość. Z zdrową ciekawością wypytywała ją o ślad, wyraźnie widoczny w locie piłki.
Lise, która spodziewała się kolejnej wrogiej reakcji, była mile zaskoczona perspektywą Sofii, której wyraziła ogromną wdzięczność. „Sprawia, że wyglądasz tak wyjątkowo, nigdy czegoś takiego nie widziałam. To niesamowicie oryginalne” – wyznała w przypływie życzliwości. To stwierdzenie wywarło ogromny wpływ na poczucie własnej wartości Sofii.
Morał tej historii: to, co nas wyróżnia, nie jest dziwne
Choć opinie innych nie powinny dyktować nam, jak myślimy, ten szczery komplement był jak reset po latach złego traktowania. Nowy początek. „Właściwie wszystko zależy od percepcji” – zauważa twórczyni treści. Teraz, gdy dzieci w fazie „dlaczego” pytają ją, co ma na dłoni, nie chowa już rąk za plecami. Nie próbuje też tego bagatelizować. Pewna siebie odpowiada : „To pieprzyk, i jest duży, bo jestem bardzo, bardzo piękna”.
Tłumaczenie dosłowne: Jeśli społeczeństwo wmówiło nam, że inność jest czymś nienormalnym, a osobliwość groteskowa lub problematyczna, to w rzeczywistości te cechy szczególne są naszymi najcenniejszymi darami. W końcu im rzadsza biżuteria, tym cenniejsza, a im bardziej kolekcjonerska, tym wyższa jej wartość. Dlaczego nie miałoby być tak samo z unikatowymi, drobnymi dziełami ludzkiego ciała? Czy to znamię o wyrazistym kształcie, blizna, czy cienie pod oczami… wszystkie te detale czynią nas wyjątkowymi i przyczyniają się do naszej tożsamości wizualnej.
Ludzie nie rodzą się po to, by stać się klonami ani by podążać za bardzo jednorodnymi wytycznymi estetycznymi. Są zaprogramowani tak, by nie mieć sobie równych.
