Wczesny botoks, wysoce skuteczne zabiegi mające na celu usunięcie oznak starzenia, pozostaje w centrach odmładzania… Wiele celebrytów dąży do wyrycia młodości na swoich twarzach i przeciwstawienia się ludzkiej naturze. Tworzą idealną iluzję i sprawiają wrażenie, jakby traciły lata z każdym pojawieniem się. Tak jest w przypadku Gwyneth Paltrow, która najwyraźniej znalazła sposób na cofnięcie czasu w swoim ciele, co jest szczególnie kontrowersyjne. W wieku 53 lat, samozwańcza królowa wellnessu przesuwa granice piękna, ożywiając scenariusz „The Substance” nieco bardziej.
Osocze krwi w wygórowanej cenie
Od najmłodszych lat baśnie opowiadają historię macochy z obsesją na punkcie wyglądu. Od Roszpunki po Królewnę Śnieżkę, kobiety w średnim wieku nie chcą widzieć zmian w swoim odbiciu i z trudem akceptują tę biologiczną rzeczywistość , jakkolwiek nieuniknioną. Jakby wygląd fizyczny był towarem nietrwałym. Dziś ta niezdrowa pogoń za niezmiennym urokiem odbija się echem w prawdziwym życiu, poprzez znane osobistości. Celebryci i elity paradują z prawami ludzkiego ciała, aby przedłużyć ten tak zwany „złoty wiek” i zachować tę samą twarz, którą miały pod koniec okresu dojrzewania.
Gwiazdy, które ukształtowały nasze dzieciństwo i towarzyszyły naszym pierwszym emocjom na ekranie lub w naszych odtwarzaczach muzycznych, pozostają wierne swojemu młodzieńczemu wyglądowi. Wydają się niczym boskie istoty, odporne na upływ czasu. Gwyneth Paltrow jest najbardziej uderzającym przykładem tego fizycznego wyczynu (czy też oszustwa). Aktorka, która zdobyła Oscara za rolę w filmie „Zakochany Szekspir”, odrodziła się jako przedsiębiorczyni w branży wellness. A jej wygląd po pięćdziesiątce to szczególnie skuteczny argument sprzedażowy. Wygląda dokładnie jak Gwyneth sprzed 30 lat. To wręcz niesamowite. Nie tylko zabiegi kolagenowe i ćwiczenia na podczerwień nadały jej skórę jak u dziecka i gładką, pozbawioną zmarszczek sylwetkę.
Gwyneth Paltrow przyznała się do poddania się zabiegowi wymiany osocza w klinice w Chicago. To rodzaj oczyszczania krwi, przypominający film „Substancja”. Koszt tego rzekomo „regenerującego” zabiegu? 36 000 funtów. Aktorka początkowo udała się tam, aby zwalczyć objawy długotrwałego COVID-19 i, prawdopodobnie, przedłużyć sobie życie. Centra wykonujące ten zabieg medycyny estetycznej często podkreślają tę ambicję w swoich nazwach.
Coraz bardziej zaawansowane techniki „konserwacji”
W dobie sztucznej inteligencji, masek LED, zabiegów biotechnologicznych, kosmetyków „żywych” i składników laboratoryjnych, uroda flirtuje z dystopijnym duchem serialu „Czarne lustro”, a każdy zabieg 3.0 przewyższa poprzedni. Dzięki wymianie osocza krwi świat urody osiągnął nowy kamień milowy, radykalizując rytuały wellness.
Pierwotnie praktyka ta polegała na filtrowaniu krwi w celu usunięcia pewnych problematycznych substancji. Osocze jest jednym ze składników krwi i służy do transportu białek, przeciwciał, toksyn itp. Technika ta nie została stworzona w celu odtworzenia supermocy wampirów na skalę ludzką ani spełnienia marzenia o nieograniczonej witalności .
Jest przeznaczony dla pacjentów z urazami wielonarządowymi, ofiar poparzeń, hemofilików i dzieci z obniżoną odpornością. „Osocze, zarówno przetaczane, jak i stosowane w postaci leków krwiopochodnych, pozwala nam leczyć pacjentów cierpiących na krwotoki, zaburzenia krzepnięcia lub ciężki niedobór odporności” – wyjaśnia Francuska Służba Krwiodawstwa i Krwi. Jednak wraz z pojawieniem się ideału piękna, obejmującego wszelkie możliwości, zostało ono oderwane od swojej pierwotnej funkcji, by zaspokoić archaiczny kaprys estetyczny: pragnienie wiecznej młodości. Tak jak Ozempic, lek przepisywany diabetykom, został przekształcony w „środek odchudzający”.
Kiedy dążenie do młodości przybiera ekstremalny obrót
Gwyneth Paltrow, znana z niekonwencjonalnych praktyk prozdrowotnych, nie jest jedyną osobą, która zaprzecza starzeniu się i ulega zaawansowanym technologicznie metodom walki ze zmarszczkami i plamami starczymi. Niezwykle bogaty przedsiębiorca Bryan Johnson posunął się jeszcze dalej, czyniąc swojego 17-letniego syna „chłopcem z krwi”, w istocie swoją siłą napędową. Sam w sobie jest karykaturą. Ten człowiek, aspirujący do rywalizacji z Bogiem, angażuje się w program, którego nawet najbardziej pomysłowi pisarze science fiction nie odważyliby się wymyślić z powodu braku wiarygodności. Przyjmuje 120 tabletek dziennie, stosuje dietę niskokaloryczną i wstrzykuje sobie hormony wzrostu, kolagen i botoks, a wszystko to w pogoni za sukcesem tam, gdzie nauka od dawna zawodzi. A to uzależnienie od młodości jest szczególnie zaraźliwe.
Co więcej, pomimo powtarzających się przesłań o akceptacji i miłości do siebie, młodsze pokolenia kierują się przeciwną filozofią i wcielają te nakazy w życie. Według najnowszych statystyk, młodzi ludzie w wieku od 18 do 34 lat częściej decydują się na operacje plastyczne niż osoby po 50. roku życia. Daleko im do stoicyzmu, starają się kontrolować to, co niekontrolowane, za pomocą kwasu hialuronowego, igieł i najnowszych gadżetów.
Podobnie jak wiele innych osób, Gwyneth Paltrow ucieka od rzeczywistości i pragnie nadal ucieleśniać ideał. A w erze niepowstrzymanego piękna, te wymagania stają się coraz bardziej powszechne, podobnie jak same twarze.
