Ślub to wyjątkowe wydarzenie. Przedstawiany jako najszczęśliwszy dzień w życiu, sprowadza się do jednej daty w kalendarzu. Zazwyczaj trzeba się rozwieść, aby znów móc założyć nieskazitelną suknię. Jednak całkiem możliwe jest złamanie tej zasady i ponowne przeżycie tej romantycznej sytuacji bez oficjalnych przysług i asysty honorowej. Pewna Amerykanka poślubiła swojego pierwszego partnera pięć razy. Nie odnowiła przysięgi małżeńskiej, jak to robią inni z okazji pierwszej rocznicy ślubu; świętowała ten związek na swój własny sposób, daleki od konwenansów.
Wielokrotne poślubienie tej samej osoby: nietypowy pomysł
W zbiorowej wyobraźni małżeństwo to symboliczne wydarzenie, które trwa zaledwie 24 godziny. Nie powinno się powtarzać, chyba że para zerwie zaręczyny w trakcie trwania romansu i wróci do ołtarza z innym partnerem. W rzeczywistości panna młoda i pan młody są w pełni świadomi tej rzeczywistości i robią wszystko, co w ich mocy, aby urzeczywistnić tę bajkę, o której marzyli od dzieciństwa. Wkładają całe serce w to, aby ceremonia była spełnieniem marzeń. I często są tak skupieni na sukcesie swojego ślubu, że trudno im cieszyć się chwilą obecną.
Jak wspomina Lis Anna-Langston na łamach HuffPost , nie chciała, aby ślub był wydarzeniem statycznym. Nie chciała, by pozostało w niej poczucie niekompletności ani by pozostało tylko jedno wspomnienie z ceremonii. Kiedy powiedziała partnerowi „tak”, wiedziała, że to nie ostatni raz. Pobrali się zgodnie z tradycją: sformalizowali swoją miłość w sądzie w Yorku, podczas małej, prywatnej ceremonii. Choć był to jedynie formalny akt, ten dzień był prawdziwą zmianą w ich związku.
Żadnych jedwabnych obrusów ani świeżo ściętych bukietów; uczennica Kupidyna postawiła na prostotę tego nieograniczonego ślubu. Była pewna, że uda jej się to nadrobić innym razem. Bo wielokrotne poślubianie tego samego partnera to nie trend ani kaprys. To potężna inicjatywa, by dać sobie więcej szans i uniknąć rozpamiętywania minionych rozczarowań.
Od sali sądowej po podziemną jaskinię, każde wesele brzmi inaczej.
Następnie, by oddać hołd swojemu wewnętrznemu dziecku i spełnić marzenie z dzieciństwa, zdecydowała się na bardziej wystawny ślub, godny magazynu. Ubrana w koronkową suknię, złożyła przysięgę małżeńską w rustykalnej scenerii gospody w Connecticut. To był prawdziwie magiczny moment. Nowożeńcy, nigdy niespełnieni, powtórzyli swój ślub w Las Vegas, sztucznym raju, gdzie Elvis Presley błogosławi pary pieśniami w kaplicach wielkości domków dla lalek. Jak na ironię, kościół stał po drugiej stronie ulicy od klubu ze striptizem.
Podczas czwartej przysięgi małżeńskiej spotkali się w specjalnie przygotowanej jaskini i potwierdzili swoje uczucia nad podziemnym jeziorem, pod czujnym okiem prezentera radiowego. A podczas piątej przysięgi pocałowali się przed francuskim księdzem na szczycie Mont Saint-Michel. Para pragnęła, aby ich małżeństwo trwało wiecznie i gdyby mieli to zrobić jeszcze raz, upewniliby się, że unikną jakiegokolwiek déjà vu.
Sposób na lepsze zrozumienie swojego związku i celebrowanie go
Dla wielu małżeństwo to szczytowy moment. Spektakularny dzień planowany miesiącami, a następnie przechowywany w albumie ze zdjęciami i kilku chybotliwych nagraniach nagranych przez gości. Jednak wychodząc za mąż za tego samego mężczyznę pięć razy, ta Amerykanka promuje inną wizję zaangażowania : miłość wartą ponownego rozważania, ponownego odkrycia i dostosowania do różnych wersji siebie.
Bo para nigdy nie pozostaje taka sama. Ewoluuje wraz z przeprowadzkami, żałobą, awansem, dziećmi, a czasem rozczarowaniami. Partnerzy zmieniają swoje gusta, priorytety i tempo życia. Odtwarzanie ślubu w tym kontekście jest niemal jak uznanie tej metamorfozy, a nie udawanie, że nic się nie zmieniło od czasu, gdy pierwszy pierścionek został wsunięty na palec.
Obchodzimy urodziny, osiągnięcia zawodowe i ważne momenty w życiu. Dlaczego miłość miałaby ograniczać się do jednego, formalnego rytuału? Niektórzy marzą o kameralnej ceremonii po hucznym, przesadnie formalnym weselu. Inni wręcz przeciwnie, pragną doświadczyć świętowania, na które nie mogli sobie pozwolić w wieku dwudziestu lat. Jak podkreśla wspomniana kobieta: „Dla mnie ponowne małżeństwo nie jest kwestią daty ważności. Chodzi o uwagę”.
Oczywiście, nie ma potrzeby rezerwowania kaplicy w Las Vegas ani podziemnej jaskini, aby pielęgnować tę dynamikę. Niektóre pary odnawiają przysięgę małżeńską, inne tworzą własne tradycje: coroczną podróż, list miłosny w ustalonym terminie, symboliczną kolację dla upamiętnienia wspólnych osiągnięć. Chodzi o to, aby nie przekształcić miłości w nieustanny spektakl, ale nadać jej aktywną rolę.
